czwartek, 29 sierpnia 2013

Za parę dni skończy się lato. Już wkrótce możemy spodziewać się intensywnego rycia kretów na naszych wypielęgnowanych trawniczkach. Niektórych ich posiadaczy bardzo to zirytuje.

Tak nie musi być wystarczy zadać pytanie tu !!!
I otrzymać podpowiedź jak tego uniknąć. !!!
Czekam na zapytania.!!!
KRETOLOG

wtorek, 30 lipca 2013

każdy sposób jest dobry o by był skuteczny 
Komary, meszki, kleszcze - na samą myśl o nich wolisz zrezygnować z urlopu? Mamy skuteczne sposoby na owady i inne wakacyjne zagrożenia. 

Komary

Największą wakacyjną zmorą, która skutecznie uprzykrza nam życie, są komary. Praktycznie każdy wyjazd nad jezioro czy na biwak kończy się licznymi ugryzieniami. Można jednak spróbować zminimalizować ich ilość. Najskuteczniejsze są preparaty zawierające DEED (N,N-dietylo-m-toluamid). Środki dostępne w polskich sklepach zawierają do 30% tej substancji, jednak na potrzeby armi produkuje się również roztwory o wyższym stężeniu. Wysokoprocentowe preparaty są również stosowane na obszarach, gdzie występują komary przenoszące groźne choroby. Uwaga: preparatów na bazie DEED nie można stosować u noworodków do 2 miesiąca życia.

Jeżeli komary już nas pogryzły, warto złagodzić swędzenie, ponieważ drapania tylko rozjątrza powstałą opuchliznę. W aptekach dostępny jest szereg substancji łagodzących świąd po ugryzieniach komarów. Z domowych sposobów pomogą: okład z siekanej natki pietruszki, przecieranie opuchlizny octem, przyłożenie plastra surowego ziemniaka bądź cebuli.

poniedziałek, 29 lipca 2013

To tylko kwestia czasu. Może by tak choć  na teraz zasięgnąć  trochę wiedzy !!!

Komary azjatyckie atakują Europę, do Polski jeszcze nie dotarły

Logo dostawcy PAP | dodane 47 minut temu
AAAdrukuj


fot. Jupiterimages
opinie
Komary przenoszące choroby tropikalne coraz częściej pojawiają się w Europie. W Niemczech wykryto groźne komary azjatyckie o nazwie Aedes japonicus. - Do Polski te owady na szczęście jeszcze nie dotarły - powiedziała dr Beata Biernat z Gdańska. 

"Der Spiegel" informuje, że pochodzące z Japonii, Korei i Chin komary azjatyckie ostatnio wykryto w 25 miejscach Dolnej Saksonii oraz Wschodniej Westfalii. Są agresywne i wypierają inne gatunki. Ustalono, że mogą przenosić tzw. wirusa gorączki Zachodniego Nilu, który od wielu lat rozprzestrzenia się w USA.

Wskazują na to przeprowadzone w Niemczech badania laboratoryjne. Jednak nie ma jeszcze pewności czy tak jest faktycznie.

Komary azjatyckie wcześniej wykryto we Francji, Belgii oraz w Szwajcarii. W Niemczech natrafiono na nie latem 2012 r. w Badenii-Wirtembergii i Nadrenii-Palatynacie. Podejrzewa się, że mogą się one pojawić także w innych regionach Niemiec oraz Europy, gdyż są bardzo inwazyjne i szybko się rozprzestrzeniają.

Dr Beata Biernat z zakładu parazytologii tropikalnej Krajowego Ośrodka Medycyny Tropikalnej twierdzi, że na terenie Polski nie stwierdzono występowanie komara azjatyckiego Aedes japonicus.

Jak dotąd nie natrafiono również na komara tygrysiego (Stegomyia albopicta), który również jest dość ekspansywny i pochodzi z Azji Południowo-Wschodniej. Na naszym kontynencie wykryto go m.in. we Włoszech i Grecji, pojedyncze przypadki zdarzyły się również w Belgii, Szwajcarii, Holandii i Niemczech.

Komar tygrysi jest jeszcze groźniejszy, gdyż potrafi przenosić gorączkę krwotoczną Denga. Nie oznacza to jednak, że ta groźna choroba tropikalna pojawi się wkrótce w Europie. Występujące tu komary muszą najpierw zarazić się wirusem gorączki krwotocznej, dopiero wtedy mogą je go przenosić na ludzi, pod warunkiem, że będą mu sprzyjać odpowiednie warunki klimatyczne.

- Komary egzotyczne są w stanie przetrwać w naszym klimacie tylko wtedy, gdy nie ma zbyt mroźnych zim - podkreśla dr Biernat. Ocieplanie się klimatu jak najbardziej im sprzyja, bo larwy tych owadów są wrażliwe na niskie temperatury.

Do przenoszenia gorączki Zachodniego Nilu nie są jednak potrzebne komary azjatyckie. W Europie przenoszą go rodzime gatunki tych owadów. Zakażenia tą chorobą wykryto w Grecji, Włoszech, Francji i Rumunii. Jej objawy są podobne do grypy, ale może wywołać również zapalenie opon mózgowych.

Dr Biernat podkreśla, że w Polsce nie wykryto ponad wszelką wątpliwość ani jednego przypadku zakażenia wirusem Zachodniego Nilu. Takie zakażenie podejrzewano u pacjenta badanego w Białymstoku, ale nie udało się z całą pewnością potwierdzić, że przyczyną jego dolegliwości był ten właśnie zarazek.

- Przebadaliśmy ponad 20 tys. komarów z terenu Polski i w żadnych nie wykryliśmy wirusa Zachodniego Nilu. Nie znaczy to jednak, że nasze owady nie są nim zakażone, po prostu mogliśmy nie natrafić na niego. Takie badanie przypomina trochę poszukiwanie igły w stogu siana - powiedziała dr Biernat.

W naszym kraju natrafiono na ptaki, np. na wróble, u których wykryto przeciwciała przeciwko wirusom Zachodniego Nilu. Świadczy to o tym, że ten zarazek krąży również u nas. - Mogę powiedzieć, ze najprawdopodobniej wirus ten dotarł do Polski - dodaje dr Biernat.

Gorączka Zachodniego Nilu jest jedną z odmian gorączki krwotocznej. Pierwotnym rezerwuarem zarazka, który ją wywołuje, są ptaki, od których przenoszony jest on na ssaki i ludzi za pośrednictwem zakażonych nim komarów.

Choroba najczęściej przebiega bezobjawowo. W łagodnej postaci wywołuje gorączkę, bóle głowy i mięśni. W cięższych przypadkach dochodzi do zaburzenia ruchu i koordynacji, utraty świadomości oraz zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych i mózgu lub ostrego porażenia wiotkiego.
(fbi)

poniedziałek, 15 lipca 2013

Żeby mówić o kretach trzeba mieć wiedzę, ja ją mam. 
Przeczytane poniżej metody są skuteczne tylko na krótka metę czyli coś w rodzaju walki z wiatrakami.
Dużo pracy, czasu, frustracji a rezultat mizerny.
Kto ma kłopot z tym problemem może się do mnie odezwać, postaram się udzielić pomocy.!!!


Nieproszeni goście w ogrodzie. Czyli jak wystraszyć kreta?

marbat
 
13.07.2013 , aktualizacja: 13.07.2013 10:04
A A A Drukuj
Kopce kretów
Kopce kretów (Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta)
Powszechna jest opinia, że są największą zmorą dbających o piękno swojego trawnika. Niszczą go, przeszkadzają w strzyżeniu, ale są bardzo pożyteczne, bo walczą z glebowymi szkodnikami. - Są dwie podstawowe metody na kreta - mówi ekspert.
Ziemne korytarze kopią wiosną i latem, wtedy też niszczą trawniki. Dlatego działkowcy walczą z nimi jak tylko mogą. Ale nie jest tak łatwo.

Krety mają swoje cykle wędrowania i żerowania w ziemi. Najczęściej odbywa się to między godziną 10 a 11 rano oraz wieczorem, wtedy powstaje najwięcej kopców.

Nowe Renault Scénic Xmod
Idealne połączenie minivana i crossovera. Sprawdź!
>>>
Warszawa Mokotów
Tu czas płynie Twoim rytmem! Cena od 6 750 zł/m2
>>>
Netia Office Anywhere
Nareszcie komunikacja bez ograniczeń. Zobacz!
>>>
Reklama BusinessClick
- Często wtedy jest jedyna możliwość, by złapać kreta. Należy się ustawić od strony wiatru i zachowywać się bardzo cicho. W zeszłym roku w ten sposób złapałem 11 kretów - mówi Edward Galus, zastępca dyrektora ds. produkcji Rejonowego Przedsiębiorstwa Zieleni w Kielcach, a prywatnie działkowiec.

I dodaje, że w tym roku problem z kretami jest tam mniejszy niż w poprzednim.

W sklepach ogrodniczych dużą popularnością cieszą się odstraszacze na krety, nornice i inne ziemne gryzonie.

Ceny zaczynają się od 30 zł, a kończą nawet na 120. Zdecydowanie tańsze i często skuteczniejsze są tzw. "domowe" metody. - Zasadniczo są dwie: walka zapachem i dźwiękiem - mówi Edward Galus.

I podaje przykłady. - Bardzo często stosowany jest sposób, polegający na wkładaniu w korytarz puszki czy butelki po piwie, ale nie zawsze są one skuteczne - mówi Galus.

Skutecznym sposobem, choć nie do końca ekologicznym, jest włożenie do kopca kawałków szmaty zamoczonej w benzynie. Inny charakter mają metody przetestowane już przez wicedyrektora RPZ. - Najbardziej przekonałem się do umieszczenia w dziurze gałęzi bzu czarnego, i ma to podwójną korzyść. Po pierwsze, odstrasza zapachem, a po drugie - gałęzie nie przepuszczą kreta dalej - opowiada.

Można też złapać kreta. - Należy pamiętać, żeby go wynieść w bezpieczne miejsce. Wykorzystuje się do tego specjalne łapki, które są do kupienia w sklepach ogrodniczych, a ich koszt to ok. 20 zł - podkreśla wicedyrektor RPZ Edward Galus i dodaje: - Tańszym sposobem, ale bardziej żmudnym, będzie odkrycie korytarza, wkopanie wiadra w okolicę kopca, a kret tam na pewno wpadnie.

Skutecznym, ale zdaniem wicedyrektora ostatecznym wyjściem jest wykorzystanie karbidu. Można go kupić w każdym sklepie ogrodniczym, wsypać do kretowiska i zalać wodą. - Trzeba bardzo uważać, żeby nie przesadzić i nie zatruć kreta - przestrzega Galus. I przypomina, że w Polsce te zwierzęta są pod ochroną.


Cały tekst: http://kielce.gazeta.pl/kielce/1,47262,14270146,Nieproszeni_goscie_w_ogrodzie__Czyli_jak_wystraszyc.html#ixzz2Z2CfPFZE

sobota, 29 czerwca 2013

cd.
o mrówkach co podbijają USA tylko patrzeć jak zagoszczą w Europie ?
http://wiadomosci.onet.pl/swiat/inwazja-szalonych-mrowek-powoduja-ogromne-straty,1,5550962,wiadomosc.html

Inwazja "szalonych mrówek". Powodują ogromne straty

wczoraj, 10:47
USA przeżywa inwazję szalonych mrówek. Niszczą one wszystko, co pojawi się na ich drodze. Niezależnie, czy są to domy, czy urządzenia elektroniczne - informuje "Rzeczpospolita".
Screen ze strony utexas.edu
Screen ze strony utexas.edu
Mrówki te zostały nazwane szalonymi ze względu na to, że poruszają się gwałtownie w przypadkowych kierunkach. Mają one jedynie 3 mm długości i pokryte są czerwonobrązowymi włoskami. Najważniejsze jednak jest to, że wchodzą one do urządzeń elektrycznych i powodują wielkie szkody.
Kolejnym problemem jest to, że mrówki te rozmnażają się w zastraszającym tempie. Tam, gdzie się pojawią, wypierają wszystkie inne gatunki mrówek.
REKLAMA
Dlaczego upodobały sobie właśnie urządzenia elektryczne? Jak podaje "Rzeczpospolita", "szalone mrówki" poszukują miejsca na gniazda. Ze względu na niewielkie rozmiary mogą one wchodzić do wnętrza urządzeń elektronicznych, w tym telefonów komórkowych, czy komputerów.
Atak "szalonych mrówek". 150 mln dolarów strat
1:51 min
Atak "szalonych mrówek". 150 mln dolarów strat - "Szalone mrówki" to naukowa nazwa pewnego gatunku mrówek. Szalona mrówka Raspberry'ego pochodzi z Ameryki Południowej. Pierwszy raz gatunek został zauważony w Stanach Zjednoczonych w 2002 w Houston – teraz są już na Florydzie, w Missisipi i Luizjanie. Szalona mrówka Raspberry'ego jest niezwykle inwazyjna i przepuszcza ataki na domy, pojazdy i telefony. W zeszłym roku szalone mrówki w Teksasie dokonały zniszczeń w sprzęcie elektronicznym o wartości 150 miliona dolarów. (żg) - CNN
Kiedy mrówki dostaną się do wnętrza urządzeń, ich ciała tworzą połączenia elektryczne pomiędzy stykami. To prowadzi do zwarcia i porażenia owadów. Ich śmierć powoduje uwalnianie feromonualarmowego, co powoduje, że inne mrówki przybywają "na pomoc". Powstaje błędne koło, co doprowadza sprzęt do ruiny.
Według telewizji CNN tylko w Teksasie "szalone mrówki" spowodowały w ubiegłym roku zniszczenia w sprzęcie elektronicznym wysokości 150 mln dolarów.
Więcej w dzisiejszej "Rzeczpospolitej"
("Rzeczpospolita",żg)

poniedziałek, 24 czerwca 2013

no i mamy nowego mutanta, dobrze że jeszcze nie wie że ma taką moc !!!

http://tech.wp.pl/kat,1009779,title,Nowy-rodzaj-mrowek-zjedza-ci-telefon-i-komputer,wid,15748832,wiadomosc.html

Wizja zniszczenia naszej drogocennej, nowej komórki czy najnowszego laptopa przez mrówki wydaje się być wyjęta żywcem z kiepskiego horroru klasy B. To jednak nie jest film - nowy gatunek mrówek sieje spustoszenie w elektronice i jak na razie nie znaleziono sposobu na powstrzymanie szkodników.
Mrówki Rasberry'ego, nazywane przez Amerykanów również szalonymi mrówkami Rasberry'ego, zostały odkryte po raz pierwszy w 2002 roku. Pracownik teksańskiej firmy dezynsekcyjnej Tom Rasberry odkrył je na terenach przemysłowych w pobliżu Houston. Mrówki te są niewielkie - mają ok. 3 mm długości, pokryte są czerwonobrązowymi włoskami, a ich kolonie mają wiele królowych. Na co dzień mrówki Rasberry'ego żywią się owadami, w tym innymi mrówkami oraz roślinami. Gatunek ten posiada jednak cechę, która sprawia, że jest on zabójczy dla elektroniki - mrówki Rasberry'ego przyciąga pole elektromagnetyczne emitowane przez urządzenia elektroniczne.
(fot. Joe MacGown, Muzeum Entomologicznego stanu Mississippi)

Żadne urządzenie nie jest bezpieczne

Czy miałeś kiedyś inwazję mrówek w domu?

 
 
 
glosuj
Niewielkie mrówki potrafią przecisnąć się przez najmniejsze otwory w naszych telefonach komórkowych, komputerach czy klimatyzatorach. Będąc wewnątrz elektroniki zaczynają przegryzać połączenia przewodzące prąd. Oczywiście w procesie dewastacji sprzętu mrówki często giną w wyniku porażenia - taka sytuacja jest jednak dopiero przyczynkiem do prawdziwej destrukcji. W momencie śmierci mrówka Rasberry'ego wydziela duże ilości feromonu, który przyciąga jej towarzyszy. Efekt lawinowo narasta i bardzo szybko urządzenie zostaje dosłownie zjedzone od wewnątrz przez insekty.
Pierwsza epidemia szalonych mrówek
W 2008 roku południowe stany USA musiały stawić czoła pierwszej prawdziwej inwazji nowego gatunku mrówek. Walka z odpornymi na pestycydy owadami zakończyła się niestety pyrrusowym zwycięstwem. Zaledwie w ciągu jednego roku szalone mrówki Rasberry'ego zniszczyły elektronikę wartą niemal 150 mln dolarów. Obawiając się nowego zagrożenia ze strony matki natury, w marcu 2008 roku NASA zatrudniła Toma Rasberry'ego - odkrywcę nowych mrówek - do sprawdzenia czy na terenie Centrum Kontroli Lotów Kosmicznych w Houston nie znajdują się kolonie tych niszczycielskich owadów. Ku przerażeniu przedstawicieli amerykańskiej agencji odkryto trzy skupiska mrówek. W momencie ich znalezienia, specjaliści ocenili je jako stosunkowo niewielkie i chwilowo niegroźne. Po dalszych analizach stwierdzono jednak, że problem trzeba nieustannie monitorować, gdyż w niedalekiej przyszłości mrówki mogą sparaliżować centrum lotów. Podobny paraliż, spowodowany przez szkodliwe dla elektroniki mrówki, grozi również drugiemu co do wielkości lotnisku w Teksasie - portowi lotniczemu im. Georga Busha w Houston.
Nikt nie jest bezpieczny
Jeśli sądzicie, że mieszkańcy Europy są bezpieczni, gdyż mrówki szaleją po drugiej stronie oceanu, nie mamy dobrych wieści. Zaledwie 10 lat od odkrycia szkodników na południu USA, coraz więcej groźnych dla sprzętu mrówek odkrywa się w innych rejonach Stanów Zjednoczonych. Są one przewożone wewnątrz elektroniki przez nieświadomych właścicieli gadżetów. Jest właściwie tylko kwestią czasu, aż owady dostaną się również do Europy w jakimś transporcie komputerów czy klimatyzatorów. W naturalny sposób, mrówki rozprzestrzeniają się natomiast w tempie 8 km rocznie.
Jeszcze w 2008 roku, podczas wspomnianej epidemii, amerykańska Agencja Ochrony Środowiska zezwoliła na użycie przeciw mrówkom Rasberry'ego bardzo silnego środka owadobójczego - fipronilu. Wykorzystanie tej trucizny jest w USA ściśle kontrolowane i ograniczone jedynie do 7 hrabstw w okolicy Houston, gdzie mrówek jest najwięcej. Do tej pory użycie tego środka w USA było dozwolone jedynie w walce z termitami. Pomimo wytoczenia tej silnej "broni" przeciw szalonym mrówkom, już po roku zanotowano ciągłe rozprzestrzenianie się owadów, które pochłonęły do tej pory miliony dolarów w sprzęcie.
Dla ludzi ugryzienie mrówek Rasberry'ego nie jest niebezpieczne, kiepskie to jednak pocieszenie dla naszej drogocennej elektroniki.